NIEUSTANNE ZAGROŻENIE - ŚWIAT NALEŻY DO CIEBIE

Tak było od zawsze. Organizm ludzki będąc w stanie tak zwanej homeostazy, współżyje z kilkuset rodzajami fizjologicznych mikroorganizmów. Prawdopodobnie od dawna takie dziko żyjące grzyby, nawet jeśli dostały się do organizmu, nie czyniły mu większej szkody, dlatego że człowiek posiadał zdrowe, nie uszkodzone mechanizmy obronne. Obecnie, na skutek skażenia środowiska, żywności i rażących błędów medycyny odporność ta została w bardzo dużym stopniu zniszczona. Głównym winowajcom są: antybiotyki.


Antybiotyk jest metabolitem, czyli produktem przemiany materii grzybów (pleśń). Okryte przez profesora Fleminga w roku 1929 wydawały się zbawieniem dla ludzkości, tym bardziej, że były to czasy masowych zachorowań na gruźlicę. Rzeczywiście uratowały życie tysiącom ludzi. Profesor Fleming ostrzegał jednak przed ubocznymi działaniami antybiotyków, lecz mimo to zaczęto stosować je na olbrzymią skalę. Wiek XX to nie tylko wiek antybiotyków, ale również intensywnych badań genetycznych grzybów. Antybiotyk Fleminga „wyprodukowany” przez dziko żyjącego grzyba pędzlaka, ma niewiele wspólnego ze współczesnymi antybiotykami. Te współczesne, są produktem grzybów mutantów, tak pozmienianych genetycznie, że wydzielają około 300 x więcej antybiotyku. Doktor Rybczyński wiele razy potwierdził badaniami, że antybiotyk, nawet najczystszy, umieszczony na pożywce węglowodanowej, zawsze porastał Korzuchem pleśni. Każda ampułka antybiotyku zawiera zarodniki pleśni, które wstrzyknięte do organizmu dorastają do postaci komórkowej i dalej wydzielają antybiotyki. Tak więc dziecko, któremu podano przynajmniej raz antybiotyk narażone jest na stopniową utratę odporności. Zapada na kolejne choroby, znów dostaje antybiotyki i tak powstaje „błędne koło leczenia”. Nic dziwnego, że obecnie tak powszechna wśród dzieci jest alergia. Bo alergia, to brak odporności organizmu na różne czynniki zewnętrzne. A grzyby, raz wprowadzone do organizmu, nie giną. Przy diecie wysokowęglowodanowej mają dobrą pożywkę i szybko rosną, tworząc skupiska, które są początkiem grzybic lub guzów nowotworowych.


Grzyby w żywności. Z grzybami w żywności spotykamy się na każdym kroku. Jeśli po otwarciu słoika powideł lub kompotu z maleńką plamką pleśni prześwietlimy odpowiednimi promieniami, zobaczymy, że jest on „przerośnięty korzeniami” pleśni do samego dna. Zazwyczaj łyżką zbieramy tę odrobinę pleśni, która jest na wierzchu np.; kompot wypijamy. Często również odkrawamy nadpleśniałą część ziemniaka, pomidora, jabłka. Tymczasem ta dojrzała, dobrze widoczna część grzyba, to tylko wierzchołek góry lodowej. Specjalne szczepy grzybów, i to właśnie z rodziny penicillium, stosuje się w produkcji serów dojrzewających – pleśniowych oraz twardych. Im twardszy ser, tym bardziej jest przerośnięty grzybnią.
Zupełnie inny rodzaj grzybów serwuje nam w żywności przemysł mięsny. W poprzednim punkcie była mowa o antybiotykach. Rzadko kto wie, jak się je produkuje. Otóż, w zbiornikach o pojemności wielu tysięcy litrów, przygotowuje się pożywkę w postaci wodnego roztworu węglowodanów – mąki pszennej, ziemniaczanej i cukru. Po doprowadzeniu roztworu do temperatury ponad 70 stopni C, dodaje się specjalne, laboratoryjnie wyselekcjonowane, zmutowane szczepy grzybów, które wytwarzają wymagane (odpowiednie) rodzaje antybiotyku. Zbiorniki przez kilka tygodni przerastają grzybnią. Proszę zwrócić uwagę, że o ile większość normalnych, białkowych organizmów ginie w takiej temperaturze, dla grzybów temperatura 70 – 120 stopni C jest optymalnym „ciepełkiem”, w którym najszybciej rosną. Po odpowiednim czasie dokonuje się odciągu antybiotyków. Pierwszy, najczystszy, jest przeznaczony dla ludzi, natomiast drugi – dla zwierząt, do użytku przez weterynarzy. Całą resztę odsącza się, osusza i brykietuje. Stanowi ona główny komponent pasz w tuczu zwierząt mięsnych i drobiu. Tak więc, całe tony grzybni wracają do nas w postaci mięsa. A ponieważ według badań doktora Rybczyńskiego giną one dopiero w temperaturze 4000 tysięcy stopni C, a żadna obróbka cieplna (gotowanie, smażenie, pieczenie) ich nie niszczy, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w Polsce powstało już 26 ferm świń założonych przez Amerykanów, nie długo nasz rynek zaleje zagrzybiona, skażona wieprzowina, szczególnie ta najtańsza, w super marketach. Podobnie jest z drobiem. Kurczak, zaprogramowany na 6 – 8 tygodni tuczu, wypuszczony po tym czasie na „wolność”, karmiony dalej ta samą paszą, po 2 – 3 tygodniach pokryje się cały pleśnią, łącznie z piórami i padnie. W Polsce są fermy, gdzie drób i świnie karmione są naturalnymi paszami. Produktów z takich ferm – szukajcie.